- Ja też - odparła Beth. - Czeka mnie strasznie długi tydzień. .

- Ki czort tam się po nocy tarabani? - szepnął przywierając twarzą do zimnej szyby. Odskoczył, bo w tej samej chwili z tamtej strony szyby zamajaczyła twarz Wieczorka. Pukał natarczywie, powtarzając w kółko: "Na pomoc, panie Pawlak!". Konnik, ojciec Matrycy z zakonu bezludystów, odebrać. - Jutro wieczorem jechać do Łodzi muszę - powiedział szorstko.. - Tak, pytałem, czy to pan znalazł zwłoki.. Niedosyt uczuć w życiu rodzinnym. - Ja też chcę takie!. Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd.. - Bo się włączają od byle czego i ludzie już. Tały pod drzwiami.. - To jak on to zrobił? Bo z tego widać, że równie dobrze mógł zostać uduszony morderca. - A może to właśnie tak było? - zainteresował się Wiesio. - Może to Tadeusz kogoś dusił, a skończyło się odwrotnie? Omówiliśmy problem pokrótce, nie wgłębiając się weń zbytnio, bo trudno było snuć jakieś przypuszczenia przy samych niewiadomych. Wszystko tu było dziwne i musieliśmy się z tym pogodzić. - Panowie, wracamy do tematu! Ilu mamy razem podejrzanych? - Zdaje się, że większość. Obliczmy lepiej, ilu mamy niewinnych. Dokonaliśmy spisu pracowników, dzieląc ich na dwie grupy i stwierdziliśmy niezbicie, że władze śledcze w naszym biurze będą zagrożone obłędem. Z dwudziestu czterech osób, obecnych w pracowni w chwili popełnienia zbrodni, podejrzanych mieliśmy trzynaście sztuk! - Trzynaście, feralna liczba - powiedział Wiesio z przejęciem. - Jak oni dojdą? Joanna, w tobie cała nadzieja, przecież już znalazłaś mordercę. Mówiłaś, że wiesz kto! Oczywiście, że wiedziałam, kogo przedtem wymyśliłam, ale postanowiłam za żadne skarby świata tego nie zdradzić. Zaczynałam odczuwać zabobonny lęk przed własną, przeklętą wyobraźnią. Przyszło mi na myśl, że, być może, publicznym snuciem swoich makabrycznych wizji wywarłam jakiś wpływ na tego kogoś, kto zabił Tadeusza. Może nosił się już wcześniej z tym zamiarem, ale nie wiedział, jak go zrealizować? Może to ja poddałam mu pomysł, zachęciłam go, sprowokowałam?... Gdyby nie moje idiotyczne pomysły, może nie byłoby tej zbrodni?... Poczułam się bardzo nieswojo. Nie ma co ukrywać, jestem współwinna. Jeszcze tak niedawno Tadeusz był tu, w pokoju, rozmawiał z nami, pukał się palcem w czoło, słuchając naszych głupich dowcipów, a teraz leży martwy w sali konferencyjnej... Leży martwy, zamordowany przez kogoś, kto kilka godzin temu uczestniczył w radosnych wybrykach mojej imaginacji... A potem wprowadził je w czyn. Ktoś z nas, ktoś z tego całego sympatycznego, zżytego zespołu... Kto???!... Patrzyłam na Leszka, Wiesia i Janusza, kłócących się zażarcie o metody duszenia, i żadnego z nich nie mogłam sobie wyobrazić w roli zbrodniarza. Nie, z nich żaden! A inni? Tamci z pozostałych pokojów? Ktoś to przecież zrobił! Nie mogę teraz siedzieć jak pomnik na cokole i czekać miłosierdzia pańskiego, skoro sama to zabójstwo sprowokowałam. Trudno, wygłupiłam się i teraz muszę coś zrobić. Muszę wykryć mordercę, który znajduje się tu gdzieś, w promieniu kilkunastu metrów ode mnie, który jest człowiekiem dobrze mi znanym i który zabił innego, równie dobrze mi znanego człowieka... Pchnięta absolutną koniecznością natychmiastowego działania, niepomna nakazu władz śledczych, podniosłam się i nie zwracając już żadnej uwagi na tamtych trzech, wyszłam z pokoju. Zaraz za drzwiami natknęłam się na Alicję, która również złamała zakaz opuszczania miejsc pracy. - Napijesz się kawy? - spytała i dodała z ożywieniem: - Kacper zwariował. - Pewnie, że się napiję. Jak to zwariował?.

Kategorie

Dodane

Losowe:

Najlepsze: